Tragedia w Darfurze. Geneza charakter i skutki wojny domowej Darfur zachodnia prowincja dzisiejszej Republiki Sudanu nazwę swą zawdzięcza ludowi Fur, który na początku XVII wieku na terenach wokół górskiego masywu, Marra utworzył niezależne państwo zwane Sułtanatem Fur. Odtąd obszary wchodzące w skład tego państwa nazwane zostaną Dar Fur, czyli Dom Fur. Sułtanat w 1874 r. ulegnie Egiptowi, który podbije tereny dzisiejszego Sudanu a następnie w 1881 wejdzie w skład państwa mahdystów, jednak w formie autonomicznej prowincji rządzonej przez własną dynastię przetrwa do 1916 roku, kiedy to ostatecznie przyłączony zostanie do anglo-egipskiego Sudanu jako jedna z jego prowincji. Status ten nie zmieni się po otrzymaniu przez Sudan w 1956 r. niepodległości.
Prowincję tę wbrew swej nazwie zamieszkuje nie tylko lud Fur, ale skomplikowana mieszanka innych grup etnicznych, z których jedne uważane są za rdzennie afrykańskie mówiące językami należącymi do rodziny nilo-saharyjskiej, a drugie arabskojęzyczne uchodzą za arabskich przybyszy. Do pierwszych należą wspomniani już Fur, ale także takie ludy jak Tundżur, Masalit, Dadżo, Berti czy, Zaghawa. Z wyjątkiem tych ostatnich wszyscy z nich zaliczają się do ludów tradycyjnie rolniczych zasiedlając centralną część Darfuru. Natomiast Zaghawa zamieszkując na pograniczu z Czadem wraz z większością plemion arabskich zaliczane są do ludów pasterskich. W zależności od tego czy specjalizują się w chowie krów czy wielbłądów rozróżniamy wśród nich pasterzy wielbłądów – Abbala koczujących głównie na północy prowincji oraz pasterzy krów – Baggara dominujący w Darfurze Południowym i sąsiadujących z nim prowincjach Kordofanu i Bahr al.-Ghazal. Pozostali „Arabowie” zamieszkali w miastach określani są jako kupcy-Dżellaba pochodzący przeważnie z rolniczej i arabskojęzycznej ludności z nad Nilu.
Wszystkie wymienione ludy wyznają jednoczący ich islam oraz dzielą się na plemiona. Termin „plemię” (kabila) należy w tym przypadku rozumieć w znaczeniu klanowej organizacji politycznej mającej własnych naczelników. W Darfurze jest ponad sto takich plemion. Tworzą one czasami szersze konfederacje, na których czele stoją naczelnicy wyższego szczebla zwani sułtanami, nazyrami albo amirami. Struktury tego typu występowały już przed kolonizacją, choć charakteryzowały się dużą nietrwałością. Brytyjczycy chcąc ustanowić tzw. „tubylczą administrację” postanowili zrobić porządek z niejasnymi, czy pomieszanymi etnicznymi tożsamościami i ciągle zmieniającymi się przymierzami plemiennymi. W dużym stopniu ustanowili nowe naziraty czy emiraty nadając ich naczelnikom zarówno władzę wykonawczą jak sądowniczą i wpisując w system administracji państwowej, w ten sposób upolityczniając te jednostki. To rozwiązanie, po nieudanej próbie centralizacji władzy państwowej w latach 70. zostało na początku lat 90. przywrócone i utrzymało się do dziś. System ten, z jednej strony jest pewną formą samorządności lokalnej. Z drugiej jednak, wspomniani emirowie i nazyrowie będąc jedynymi autorytetami dla członków swojego plemienia i mając możliwości do manifestowania swojej niezależności względem władzy państwowej są źródłem dodatkowej dezintegracji i tak słabego państwa.
Konflikt w Darfurze sprowadza się często do konfliktu rasowego lub etnicznego między Arabami i Afrykanami. Co to jednak znaczy być Arabem czy Afrykaninem w Sudanie?
Słowo Afrykanin może mieć tam znaczenie wykluczające jak i włączające. W sensie włączającym ma konotacje raczej polityczne niż rasowe czy kulturowe. W tym sensie Afrykanin, to każdy związany z Afryką. Arabowie sudańscy to także Afrykanie a Sudan, jak jest zapisane w jego konstytucji, jest krajem nie tylko arabskim, ale i afrykańskim. Wykluczające jest natomiast w tym sensie, że może oznaczać ludzi dla, których arabski nie jest językiem domowym. W twardszym kontekście ma konotacje rasowe i oznacza Czarnego - Zurga, a jeszcze w twardszym niewolnika - Abid.
Słowo Arab natomiast dla rolników sudańskich zarówno tych arabskojęzycznych z nad Nilu, jak i takich jak Fur czy Tundżur oznacza zazwyczaj nieokrzesanych koczowników. W przypadku, gdy jakaś grupa Fur zajęła się chowem bydła to zaczynała uchodzić za Arabów, choć ich językiem ojczystym nie był bynajmniej arabski. W pewnym kontekście, jak np. w doktrynie Kadafiego marzącego o zbudowaniu saharyjskiego imperium wszystkie ludy pasterskie Sahary od Tuaregów przez Teda do Zaghawa mogły uchodzić za Arabów. W innym kontekście określenie Arab może się odnosić do kogoś, dla kogo podstawowym językiem jest arabski. Niekoniecznie musi mieć przodków w Arabii. Dżallaba w Darfurze z grupy Danagla są z pochodzenia Nubijczykami, identyfikują się jednak zwykle z Arabami.
Pierwsze arabskie plemiona, które pojawiły się w Darfurze w XII w. wywodziły się jednak z Arabii. Przybywały na teren Sudanu małymi grupami aż do XVIII wieku. Napływ ten miał charakter pokojowych migracji. Między imigrantami a tubylcami dochodziło do procesu integracji raczej niż asymilacji, którą zamiast arabizacją lepiej jest określać mianem sudanizacji. Niektórzy Arabowie, podobnie zresztą jak i inne ludy, jak Zaghawa, aspirując do wpływów politycznych wżeniali się w rządzące rody Fur i ulegali furyzacji. Inni utrzymywali pewną polityczną niezależność, starając się podporządkowywać sobie pozostałe peryferyjne ludy miejscowe. Te zwykle przyjmując islam i wybierając koczowniczy tryb życia wchodziły w skład arabskich plemion. Arabowie z kolei upodobniali się do nich pod względem sposobu życia.
Jednolity ubiór, wzory handlu i dzielenia gościnności, status kobiet, wspólne style świętowania czy picie lokalnego piwa stały się wspólne. Z czasem miejscowy dialekt arabskiego stal się powszechnym językiem kontaktowym. Częste zaś małżeństwa „mieszane” sprawiły, że pierwotne różnice w kolorze skóry przestały być widocznym wyróżnikiem. Poza tym ludy te w duży stopniu przenikały się nawzajem, mieszkały nie tylko obok siebie, ale i często razem ze sobą w tych samych wioskach.
Różnice pochodzenia i kultury w przeszłości nie były nigdy przyczyną poważnych sporów. W konflikty wchodziły ze sobą raczej plemiona jako jednostki polityczne aniżeli jako grupy etniczne. Mogły, więc zachodzić w ramach tego samego etnosu. Tak np. jedno z największych arabskich plemion pasterskich Rizeigat należące w części do grupy pasterzy wielbłądów - Abbala a w części do pasterzy bydła - Baggara walczyło zarówno z niearabskimi plemionami Dinka na południu i Zaghawa na zachodzie, jak i ze swoimi arabskimi braćmi z plemion Humr i Habbaniya ze wschodu. Konflikty dotyczyły najczęściej dostępu do źródeł wody czy przebiegu szlaków przepędzanych stad zwierząt. Podkreślić jednak należy, że poszczególne plemiona częściej współpracowały ze sobą niż wchodziły w spory. Dotyczy to także najczęściej występujących konfliktów między plemionami pasterskimi a rolniczymi w związku z sezonowym deficytem wody. Przywódcy plemienni Fur spotykali się z szejchami arabskimi, wymieniali dary i towary, świadczyli sobie pomoc i urządzali z tej okazji wielkie święta. Konflikty, jeśli już do nich doszło, nie przybierały nigdy charakteru totalnego. Były sprawdzone sposoby ich rozwiązywania w oparciu o prawo muzułmańskie i lokalną tradycję.
W pierwszych latach niepodległości Sudanu 1956-1980 zdarzały się czasami wzajemne napady w celu np. zdobycia żywego inwentarza między sąsiadującymi plemionami, ale spory rozwiązywane były dość szybko przez plemienne sądy, lokalne autorytety i agencje rządowe. Udział reprezentantów miejscowych plemion we władzach lokalnych w Darfurze stał się jednak przyczyną, że w sporach popierali oni zwykle tę stronę, która bliższa była im ze względów politycznych (w znaczeniu podziałów plemiennych) i kulturowych (w znaczeniu nie tyle etnicznym, co tradycyjnych podziałów na rolników i pasterzy). Dlatego już na początku lat 80. coraz częściej potencjalne konflikty zaczęły być spostrzegane tylko w tych kategoriach. Poza tym w tym okresie po raz pierwszy odnotowuje się wzrost liczby konfliktów pomiędzy koczownikami a rolnikami. Związane było to ze wzrostem liczby ludności i rolniczą kolonizacją dotychczasowych terenów pastwiskowych. We władzach lokalnych powstały dwa rywalizujące obozy: z jednej strony przedstawicieli koczowniczych plemion arabskich i Zaghawa a z drugiej ludów tradycyjnie rolniczych Fur, Masalit czy Tundżur. Przy czym ci pierwsi narzekali na niedostateczną w tym czasie reprezentację w regionalnych strukturach administracyjnych. Z czasem poczucie ich krzywdy wzrosło, a po suszy w połowie lat osiemdziesiątych nabrało niebezpiecznego charakteru mobilizacji etnicznej w postaci supremacji arabizmu skierowanej przeciwko ludom rolniczym.
Początki współczesnego konfliktu widzi się zwykle w wydarzeniach, do jakich doszło w Darfurze w czasie wielkiej suszy w Sahelu w latach 1984-85 i postępującej marginalizacji ekonomicznej regionu. Kryzys środowiskowy, który najbardziej wyczuwalny był w północnej części prowincji doprowadził do masowych migracji ludności pasterskiej do centralnych stref rolniczych Darfuru. Wkraczanie stad zwierząt na tereny uprawne i niszczenie przez nie plonów doprowadziło do wzrostu wzajemnych pretensji i kroków odwetowych. Rolnicy Fur i Tundżur mając większość w lokalnych władzach i korzystając z poparcia rządu próbowali nie dopuścić do tych przemieszczeń, co uniemożliwiało z kolei ocalenie stad koczowników przed klęską posuchy. Członkowie pasterskich plemion Abbala stracili wówczas większość swych zwierząt. Skrajna bieda zmusiła ich do osiedlenia się i podjęcia pogardzanej dotąd pracy fizycznej w rolnictwie lub w mieście. Wzbudziło to w nich poczucie niesprawiedliwości i chęć odwetu. W dodatku nilocentryzm obecny w rządowych przedsięwzięciach gospodarczych wykluczał stale tę prowincję z szeregu przedsięwzięć modernizacyjnych powodujących jej stagnację gospodarczą zmuszającą jej mieszkańców do migracji na wschód w poszukiwaniu pracy, gdzie często jako „obcy” podlegali dyskryminacji.
Poza tym do Darfuru zaczęły napływać ofiary suszy i wojny domowej w Czadzie. Ich sytuacja była jeszcze gorsza, mogli wegetować w obozach dla uchodźców albo zająć się rozbojem. To ich właśnie Darfurianie nazwali „dżinami na koniach”, czyli dżandżawidami. Miejscowe plemiona zaczęły się bronić, zamieniać stare miecze, włócznie i strzelby Remington na karabiny AK 47, organizować bojówki i brać odwet za swoich zabitych, spalone wsie i skradzione bydło. Wówczas jednak w latach 1987-89 udało się władzom jeszcze opanować na jakiś czas konflikt. Zobowiązano się do zwrotu sobie mienia i uznania praw miejscowych pasterzy do pastwisk i źródeł wody a wysiedlonym rolnikom prawa do ziemi. Niestety umowa ta nie została dotrzymana, a sytuacja powoli dojrzewała do wybuchu na jeszcze większą skalę.
Na rozwój konfliktu wpływ miały też zmiany w sposobach prowadzenia wojny. Tradycyjne rozwiązywanie konfliktów oparte było na muzułmańskim prawie zwanym kisas, przewidującym prawo pokrzywdzonego do „sprawiedliwego odwetu”, czyli zemsty zgodnie z zasadą „życie za życie”, oraz jednocześnie dijja, czyli prawem odpłaty, zakładającym możliwość przebaczenia poprzez naprawienie szkód i rekompensaty za wyrządzoną krzywdę. W epoce posługiwania się bronią tradycyjną zabijanie było jednak czytelnym aktem indywidualnym. Zabójcę można było bez trudu ustalić a ofiary w potencjalnych starciach można było policzyć na palcach. Tym samym możliwe było naprawienie szkód i przywrócenie pokoju. Prawo do odwetu było zwykle tylko formą zastraszenia przeciwnika i zmuszenia go do rekompensat w ramach dijja. W praktyce, więc prawo do zemsty nigdy nie przekształcało się w obłędny krąg aktów odwetowych podejmowanych kolejno przez obie strony konfliktu, z którego nie ma wyjścia. Dopiero karabiny maszynowe umożliwiające wystrzelanie ciężarówki pełnej pasażerów, całej rodziny lub całego stada bydła całkowicie zmieniły te zasady. Ewentualny okup za masakrę musiałby kosztować wówczas majątek całego klanu. Nie było też tak prosto dojść, kto kogo zabił. Nowoczesna broń napływała z Libii i Czadu, z czasem mieli ją wszyscy. Kałasznikow kosztował nie więcej jak 40 dolarów. Użycie tej broni niosło skutki, których się niespodziewano. Młodzi ludzie z bronią byli w stanie zastraszyć cale wioski i byli poza kontrolą starszyzny. Nierówności te oraz niemożność stosowania dotychczasowych rekompensat zaczęto zgodnie z kisas zastępować okrucieństwem wymierzanych kar, stąd obcinanie rąk i nóg czy krzyżowanie złapanych bandytów.
Czynniki prowadzące do narastania kryzysu w Dafrurze, które pojawiły się w latach 80. osiągnęły pełen rozmach dopiero w latach 90, kiedy w Sudanie rządzić zaczęli tzw. „narodowi islamiści”. Fundamentalizm religijny w Sudanie przyjął, bowiem formę, tzw. „religijnego nacjonalizmu” rozumianego jako religijne wzmocnienie towarzyszące budowie państwa narodowego . Rozwijał się z jednej strony pod wpływem arabskiego socjalizmu, m.in. naserymu i kadafizmu a z drugiej islamizmu egipskich Braci Muzułmanów. W Sudanie synteza ta przybrała z instytucjonalizowaną formę w Narodowym Islamskim Froncie, który pod koniec czerwca 1989 r. doszedł do władzy. Od tego momentu etnicyzacja i urasowienie konfliktu zaczęło gwałtownie przybierać na sile.
Lokalnie na terenie Darfuru wśród poszkodowanych przez suszę arabskich plemion Abbala religijny nacjonalizm przyjął się w postaci tzw. ideologii Kurejszytów, będącej formą arabizmu lansowaną przez działającą wśród nich organizację Zrzeszenie Arabskie sponsorowaną przez płk. Kadafiego. Szerzono ideę, według której tylko Abbala (czyli pasterze wielbłądów) są w Sudanie prawdziwymi Arabami wywodzącymi się od plemienia Kurejsz z którego pochodził sam Prorok. Stąd tylko oni są „prawdziwymi muzułmanami”, i to oni są naznaczeni, aby rządzić arabskimi ziemiami od Nilu po jezioro Czad. Ochotnicy z tych plemion przechodzili szkolenie nie tylko ideologiczne, ale również pod względem wojskowym w tzw. Legionach Islamskich Kadafiego, do których rekrutował on koczowników saharyjskich od Mauretanii do Sudanu. W Darfurze przeszkoleni zostali przede wszystkim Abbala-Rizejgat, którzy stanęli później na czele kontrpowstania wspierając w ten sposób rząd w Chartumie. W ten sposób członkowie tych plemion szukali zemsty za upokorzenia doznane w latach 80.
Do powstania doszło natomiast m.in., dlatego, że władza wspomnianego Narodowego Frontu Islamskiego zaowocowała polityką nierównego dostępu do stanowisk administracyjnych i środków z budżetu oraz wzrostem dyskryminacji, z jaką spotykali się w Sudanie przedstawiciele, niearabskich mniejszości etnicznych i co warto podkreślić bez względu na wyznanie. Dochodziło do tego również w armii gdzie nie-arabscy zawodowi żołnierze nie awansowali zwykle powyżej sierżanta i nie otrzymywali tak często urlopów, jak oficerowie arabscy. Miało to istotny wpływ na to, że zawodowi wojskowi służący w armii sudańskiej z takich grup jak Fur i Masalit mieli silne poczucie dyskryminacji. To oni właśnie stanęli w końcu na czele w antyrządowej rebelii wywołując powstanie w Darfurze.
Lokalnie w zachodnim Sudanie rozwój nacjonalizmu na skutek wspomnianej dyskryminacji przybrał jeszcze inną formę. Liderzy grup nie-arabskich i niektórych arabskich zaczęli odwoływać się z jednej strony do koncepcji afrykanizmu będącej dla nich atrakcyjną alternatywą wobec arabizmu. Idea ta szerzona była przez Johna Garanga – przywódcy zbuntowanego sudańskiego Południa. Z drugiej strony jako gorliwi wyznawcy islamu odwoływali się do tradycji mahdyzmu. W nilocentrycznej historii Sudanu, rzadko się wspomina, że rewolucja Mahdiego była w 90% dziełem Darfurczyków. To Darfurczyk Abdullahi at-Ta’aishi z bractwa Tidżanija ogłosił niejakiego Mohammeda Achmeda Mahdim a następnie został jego kalifem, (czyli następcą). Większość ansarów (tzn. sprzymierzeńców Mahdiego) w jego armii pochodziła z Darfuru. Obie idee afrykanizmu i mahdyzmu sprzyjały rozwojowi tożsamości regionalnej - darfuriańskiej, po części odwołującej się do tradycji dawnego niepodległego sułtanatu a po części do mahdyzmu. Na gruncie tych ideologii powstał Front Wyzwolenia Darfuru, który zjednał sobie dla idei niepodległości tej prowincji wielu członków z ludów Fur, Masalit i innych przedstawicieli tzw. rdzennych ludów darfuriańskich. Organizacja ta zyskała także poparcie Ludowego Ruchu Wyzwolenia Sudanu z Południa (SPLM) Johna Garanga, organizacji, która od 20 lat stała na czele powstania przeciwko rządowi w Chartumie. Południowcy udostępnili im swoje obozy treningowe i zaczęli zaopatrywać w broń. Bez ich poparcia niemożliwe byłoby wywołanie powstania w Darfurze. W międzyczasie doszło jednak do podpisania korzystnego dla Południowców traktatu pokojowego z Północą. W układzie tym problem Darfuru jednak pominięto. W proteście przed dalszą marginalizacją gospodarczą prowincji liderzy Frontu Wyzwolenia Darfuru wzniecili powstanie. Aby uniknąć jednak oskarżeń na arenie międzynarodowej o separatyzm zmienili wkrótce nazwę na Armię Wyzwolenia Sudanu.
Nie były to jednak jedyne siły opozycyjne, które wystąpiły w Darfurze przeciwko dotychczasowej władzy. Powstało dodatkowo ugrupowanie, którego korzenie po części sięgało fundamentalistycznych władz w Chartumie. W rządzącym Narodowym Islamskim Froncie pod koniec lat 90. doszło do rozłamu. Jego czołowy ideolog dr Hassan at-Turabi został usunięty ze stanowiska przewodniczącego parlamentu a wraz z nim odejść musieli popierający go wyżsi urzędnicy i oficerowie, z których wielu pochodziło z zamieszkującego pogranicze Czadu i Darfuru ludu Zaghawa. Przedstawiciele tego nie-arabskiego ludu będąc u władzy akceptowali ideologię arabizmu i zgodnie ze wspomnianym już wyżej kontekstem przedstawiali siebie jako Arabów. Dopiero po odsunięciu od władzy zaczęli podobnie jak Fur odwoływać się do afrykanizmu i tożsamości regionalnej. Opublikowali w 2000 r. tzw. Czarną Księgę, w której wykazali politykę dyskryminacji i marginalizacji nie-Arabów w Sudanie. Dokument ten stał się manifestem stworzonego przez nich w marcu 2003 r. Ruchu na rzecz Sprawiedliwości i Równości skupiając aktywistów politycznych nie tylko, Zaghawa ale także spośród imigrantów z Czadu i Arabów Baggara. Dotychczasowi religijni nacjonaliści pozostali nadal fundamentalistami religijnymi odrzucając jednak tym razem etniczny nacjonalizm, zgodnie zresztą z koraniczną zasadą, że: w islamie nie ma ni Greka ni Żyda. Ugrupowanie to również przystąpiło do antyrządowego powstania w Darfurze.
Walki w Darfurze rozpoczęły się już w 2002 roku, ich eskalacja nastąpiła jednak dopiero, gdy połączone siły Armii Wyzwolenia Sudanu i Ruchu na Rzecz Sprawiedliwości i Równości zaatakowały 25 kwietnia 2003 r. garnizon wojsk rządowych w al-Faszer. W akcji tej rebelianci zniszczyli, według danych rządowych 4 bombowce typu Antonov, 7 śmigłowców i zabili 75 żołnierzy, pilotów i techników. Armia rządowa została upokorzona a możliwości rebeliantów wzrosły. Przez pewien czas armie powstańcze były górą i dokonywały śmiałych zwycięskich akcji, jak np. zniszczenie batalionu wojsk rządowych w Kutum, gdzie zabito 500 żołnierzy i około 300 wzięto do niewoli. Dużym sukcesem zakończyły się także rajdy Armii Wyzwolenia Sudanu na Mellit (duże miasto handlowe na północny-wschód od al-Faszer) i garnizon jednostek specjalnych (tzw. Rezerw Centralnych) w Wadi Binda w Północnym Kordofanie. Wydarzenia te były szokiem dla władz cywilnych i wojskowych w Chartumie. Świadczy o tym reakcja niektórych ich przedstawicieli: „Byłem przerażony tą piorunującą informacją z gazety. Nie mogłem uwierzyć w to, co czytam... w tę ogromną stratę i wielką liczbę żołnierzy, którzy zostali męczennikami w konsekwencji wystawienia się na perfidny atak... Na Boga, jedynie mógł to być niezwykły i ponadnaturalny wypadek i demony towarzyszyły bandzie dokonującej podłego ataku. Czterdziestu orłów z Rezerw Centralnych zostało męczennikami w jednej bitwie, w jednym czarnym dniu. A oddziały Rezerw Centralnych, które znam, nie zostały dotąd nigdy pokonane w całej swojej bohaterskie historii. Nie mogę tego pojąć, nie mogę pogodzić się z tą ogromną stratą bohaterskich żołnierzy i fedainów” .
Antyrządowe ugrupowania poza działaniami wymierzonymi w siły rządowe i przedstawicieli władz atakowały głównie arabskie plemiona wywodzące się z pasterzy wielbłądów uważane za zwolenników arabizmu. Dlatego plemiona te były naturalnymi poniekąd sojusznikami Chartumu. Rząd w tej sytuacji na bazie jednego z nich Abbala-Rizejgat stworzył regionalną milicję, tzw. „Siły Pokojowe” zamierzając przy ich pomocy stłumić oba powstania i w ten sposób przy okazji zachować „czyste ręce”. Do milicji tych przyjmowano także innych członków plemion arabskich, w tym zwolnionych kryminalistów z więzienia w Kutum. Dostarczono im nową broń, środki transportu i łączności, mundury i wsparcie w razie konieczności regularnej armii. Wypłacano żołd i pozwolono zachowywać zdobyczne łupy. Na arenie międzynarodowej starano przedstawić się całą wojnę jako „zwykle odwieczne konflikty między tamtejszymi plemionami”. Wspomniane wyżej poczucie krzywdy, jakie mieli Arabowie-Abbala od czasu wielkiej suszy i akceptowanie przez nich założeń ideologii religijnego nacjonalizmu stały się przyczyną, że wzajemna nienawiść przekroczyła dotychczasowe normy. Wchodzący w skład milicji przedstawiciele plemion pasterskich uważali się za uprawnionych mścicieli i mudżahedinów (świętych wojowników), prowadzących dżihad przeciwko wrogom i zdrajcom narodu. Podejmowane przez te milicje działania kontrpowstańcze pod względem metod nie różniły się wiele od napadów bandytów z Czadu, stąd przez ludność Darfuru nazwani zostali także dżandżawidami.
Użycie milicji dżandżawidów przez władze państwowe do zwalczania rebelii oznaczało w praktyce, prowadzenie wojny metodami terrorystycznymi, atakowanie cywilnych mieszkańców Darfur, popełnianie na masową skalę zbrodni wojennych prowadzących wprost do ludobójstwa. W międzynarodowej debacie na temat czy mamy w Dafurze rzeczywiście do czynienia z ludobójstwem (tzn. z zaplanowaną zbrodnią mającą na celu likwidację określonej grupy etnicznej, narodowej lub religijnej), na niekorzyść rządu sudańskiego świadczy przede wszystkim fakt, że dobrze zdawał sobie sprawę, co oznacza użycie plemiennych milicji. Podobne rozwiązania były już, bowiem wypróbowane wcześniej przez rząd w czasie wojny ze z buntowanym Południem, w górach Nuba na początku lat 90. i w prowincji Bahr al-Ghazal w 1988 roku. W Darfurze zaplanowano powtórkę tych akcji.
Od października 2003 roku zmienił się charakter walk w Darfurze. Spadła liczba starć rebeliantów z siłami rządowymi a Chartum przy pomocy wspomnianych milicji przejął inicjatywę. Jeden z dowódców Musy Hilala (nazyra Rizejgat i dowódcy dżandżawidów) powiedział, że rozkaz prezydenta Republiki brzmiał: „Trzeba zmienić demografię Darfur, pozbyć się afrykańskich plemion, poprzez palenie, plądrowanie i zabijanie inteligentów i młodzieży, którzy mogą przyłączyć się do walki”. Dżandżawidzi faktycznie w prowadzili w lokalnych społecznościach Darfuru niewyobrażalny terror, rabowali, palili, mordowali i gwałcili. Celem ich było zniszczenie przede wszystkim zaplecza powstańców. Atakowali nie tyle uzbrojone oddziały, co przede wszystkim cele cywilne. Dokonywali pogromów na bezbronnych wioskach zamieszkałych przez ludność Zaghawa, Fur i Masalit. Współpracowali przy tym z siłami rządowymi. Z reguły, bowiem najpierw bombardowano wioski przy użyciu bombowców Antonov a dopiero potem napadali na nie Dżandżawidzi na koniach lub wielbłądach uzbrojeni w karabiny maszynowe i granaty. Przede wszystkim koncentrowano się na rabunku, głównie zwierząt. Poza tym dochodziło do wielu aktów przemocy seksualnej oraz porywania małych dzieci, aby wcielić je potem do arabskich plemion. Mężczyzn, starców i kobiety, które nie zdążyły uciec z reguły mordowano. Ciała zabitych wrzucano do studni, aby zatruć wodę i uniemożliwić powrót. Same zaś wioski palono. Na ten temat istnieje wiele wiarygodnych relacji zebranych od świadków tych wydarzeń przez członków międzynarodowych misji humanitarnych (przykłady takich relacji w poniższej ramce).
Głównymi sprawcami pogromów w Darfurze były milicje plemienne zwane dżandżawidami, trzeba jednak dodać, że bojownicy z Armii Wyzwolenia Sudanu i Ruchu na Rzecz Sprawiedliwości i Równości dopuszczali się także podobnych ataków na cywilne wioski arabskie. Obecnie sytuacja jest jeszcze trudniejsza i bardziej skomplikowana, ponieważ wszystkie wspomniane ugrupowania podzieliły się między sobą, dążąc do wzajemnego zniszczenia. Należy podkreślić, że przywódcy wszystkich grup rebelianckich, których jest około 30, niechętni są do zawarcia pokoju bez odszkodowania i rezygnacji z władzy, którą posiadają a rząd z Chartumu a także przywódcy z ościennych krajów Libii i Czadu oraz dalszych ich przyjaciół i protektorów w dalszym ciągu zainteresowane są poparciem tych, po których spodziewają się, że pomogą im utrzymać, zdobyć lub choćby tylko mieć wpływ na władzę w Sudanie. W praktyce wszystkie ugrupowania dokonują zbrodni wojennych, wszyscy są zarazem ofiarami i mordercami.
W następstwie wojny domowej w Darfurze, przypuszcza się, że blisko 2 miliony ludzi zostało wypędzonych ze swych rodzinnych miejsc zamieszkania. Większość z nich uciekła do obozów powstałych na obrzeżach większych miast w Darfurze, gdzie nadal żyją w warunkach zagrażających ich zdrowiu i życiu. Obozy te zazwyczaj nie są przez nikogo chronione. Brak w nich również podstawowego wyposażenia zapewniającego utrzymanie elementarnej choćby higieny. Szacuje się, że 20-30% ich mieszkańców cierpi niedożywienie. Nieco lepsza jest sytuacja około 200 tysięcy Darfurczyków, którzy uciekli do sąsiedniego Czadu. Trafili tam przeważnie do obozów dla uchodźców znajdujących się pod opieką Wysokiego Komisarza do Spraw Uchodźców (UNHCR). Zbudowano tam małe wioski dla tysięcy osób zaopatrzonych w latryny, szkoły, studnie i inną niezbędną infrastrukturę. Podobnie też wygląda sytuacja tych, którzy dotarli do obozów dla wewnętrznie przesiedlonych znajdujących się na peryferiach Omdurmanu.
Według szacunków ONZ częściowo lub całkowicie zniszczono od 700 do 2000 wiosek. Spalono domostwa, przychodnie zdrowia, szkoły a nawet meczety. Ilu ludzi zginęło tego tak naprawdę nikt nie wie. Według raportu Komisji ONZ z 2004 r. sporządzonego na podstawie pobieżnych badań w Darfurze oszacowano ją na 60 tysięcy. W New York Times pisano w tym czasie o 400 tysiącach zabitych i liczbę tę cytowały później inne media w całym zachodnim świecie. Prawdopodobnie doniesienia te były przesadzone, choć trzeba wziąć pod uwagę, że liczba ofiar tej wojny od 2004 roku na pewno już wzrosła a ponadto do należy zaliczyć do nich nie tylko tych, którzy polegli w walce i których zamordowano, ale także tych, co zginęli wskutek chorób, wycieńczenia i głodu. W tym ostatnim przypadku jest to element polityki terroru, celowa strategia rządu, wypróbowana wcześniej w Górach Nuba i Południowym Sudanie. Władze specjalnie wywołują głód poprzez strzeżenie obozów i uniemożliwienie uchodźcom zdobywanie pożywienia oraz poprzez administracyjne utrudnianie pomocy ze strony organizacji humanitarnych.
Czy w Darfurze mamy do czynienia ze zbrodnią ludobójstwa? Jest to podstawowe pytanie, jakie zadaje sobie dzisiaj społeczność międzynarodowa. Odpowiedź twierdząca nie jest łatwa, gdyż stwierdzenie takiej zbrodni, nakłada tym samym na Narody Zjednoczone zgodnie z konwencją z 1948 r., obowiązek podjęcia interwencji w celu niedopuszczenia do zagłady a karanie za nią nie przewiduje przedawnienia.
ONZ nie jest gotowa do podjęcia takiej decyzji, dlatego ostatecznie nie wydała werdyktu o ludobójstwie a jedynie dopuściła możliwość dokonania tam zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko pokojowi. Podobne stanowisko przyjęła Unia Afrykańska. Tylko Stany Zjednoczone uznały na początku zbrodnie tam dokonywane za ludobójstwo, ale Departament Stanu dość szybko wycofał się z tego stanowiska. Przyczyną jest zapewne to, że w Darfurze nie mamy do czynienia z całkiem jednoznaczną sytuacją. Z jednej strony doszło tam do ewidentnych zbrodni wojennych i istnieje dostatecznie wiele przesłanek potwierdzających tezę, że zostały one zaplanowane przez rząd w celu wyniszczenia określonych populacji. Z drugiej strony jednak, jest także faktem, że przemoc tam nie jest jednostronna, pojęcia Arab i Afrykanin nie są jednoznaczne, a wszystkie strony konfliktu mogą być w dodatku, jak to się określa na Zachodzie, fundamentalistami muzułmańskimi. Poza tym pomijając koszty, jakie musiano by ponieść organizując interwencję zbrojną, uzasadnia się brak decyzji w tej sprawie tym, że zachodnia interwencja zbrojna taka, jak w Iraku czy Afganistanie nie jest żadnym rozwiązaniem, gdyż spowodowałaby tylko rozszerzenie wojny na cały Sudan a być może i na sąsiedni Czad.
Zawsze można jednak zadać pytanie czy ONZ i USA odmawiając uznania zbrodni w Darfurze za genocyd nie obniżyło poprzeczki zbyt nisko. Co będzie, gdy w konsekwencji braku reakcji międzynarodowej będziemy mieli do czynienia z nową Rwandą?
Newsletter
Sonda
Linki