Birma po cyklonie Blisko dwa miliony ludzi bez dachu nad głową, wody pitnej i żywności. Zatopione wioski i pola ryżowe, hektary lasów odartych z liści, ruiny domów, powalone linie energetyczne – to obraz Birmy, tydzień po przejściu cyklonu.
-Słyszałem, że Rangun był pięknym miastem, ale to co zobaczyłem było kompletną ruiną. Domy zostały zmiecione z powierzchni ziemi, a ich szczątki rozrzucone w promieniu kilku kilometrów – relacjonuje Prashant Karde dla agencji Reuters. Ten indyjski pilot wojskowy poleciał do Birmy, wioząc na pokładzie samolotu tony leków, namioty i prześcieradła.
Oficer armii z 66 dywizji lekkiej piechoty, który brał udział w niesieniu pomocy powiedział: " łącznie 143 wioski były pod wodą w okolicy Bogalay, większość ich mieszkańców poniosło śmierć. Niewiele osób ocalało, np.: w wiosce Khaing Shwe Wa na drodze do Kyun Thaya Dai Nel przed cyklonem mieszkało 400 ludzi, a pozostało tylko 4. Możne powiedzieć, że cała wioska zniknęła z powierzchni ziemi".

Nargis uderzył w wybrzeża Birmy z piątku na sobotę 2.05 – 3.05. Wiatr o sile 190 km/h i 3,5 metra fala morska doszczętnie zniszczyły najgęściej zaludnioną część kraju - pięciomilionowy Rangun i deltę Irrawaddy, gdzie w sumie mieszka 24 mln ludzi. Na mapach satelitarnych widać, że linia brzegowa praktycznie przestała istnieć. Zniszczone są też trzy stany w środkowej i południowej Birmie.
Na chwilę obecną trudno ocenić straty, ale wiadomo, że są ogromne. Szacuje się, że zginęło ok. 100 tys. osób, z których połowa to dzieci i osoby starsze. Na dotkniętych katastrofą terenach blisko dwa miliony ludzi czeka bez dachu nad głową na pomoc. Po cyklonie, który nawiedził Birmę zniszczeniu uległy pola ryżowe w delcie rzeki Irrawaddy. Eksperci oceniają, że w wyniku tego Birma będzie musiała importować ryż, przez co najmniej 2-3 sezony produkcyjne.
Andrew Kirkwood, dyrektor Save the Children uważa, że liczba ofiar cyklonu znacznie się zwiększy, jeśli pomoc nie dotrze w najbliższym czasie. Potrzebne są leki, jedzenie i schronienia. Ludzie zbierają się w buddyjskich świątyniach albo siedzą po prostu pod gołym niebem. Maggie, pracownik British Council na Birmie, ewakuowana z Rangunu do Bangkoku relacjonuje: sytuacja w delcie Irrawaddi się pogarsza. Potrzebne są materiały budowlane: deski, gwoździe, dachówki. W Rangunie brakuje pomp wodnych i generatorów prądu.
Ciała pływają w wodzie, a ludzie stają się coraz bardziej zdesperowani. Zaczynają pić wodę z zanieczyszczonych zbiorników. Na terenach dotkniętych przez cyklon zanotowano pierwsze przypadki zachorowań na cholerę. Brakuje lekarzy, a ludzie starają się ratować medycyną naturalną i ziołami. Zaczyna się problem związany z utrzymaniem bezpieczeństwa, pojawiają się również pierwsze ataki i przemoc w celu zdobycia jedzenia i wody.
Rządząca w Birmie junta opóźnia dotarcie międzynarodowej pomocy. –Nigdy dotąd nie widziałem takiej sytuacji. Tydzień po katastrofie organizacje, które mogą pomóc poszkodowanym siedzą w innym kraju i szukają sposobu, jak wjechać na teren dotknięty katastrofą – komentuje dla BBC Greg Beck, dyrektor regionalny the International Rescue Committee. Junta wojskowa mianowała oficjalnie 3 organizacje jako swoich partnerów w usuwaniu skutków cyklonu: World Vision, The UN Children's Fund (UNICEF), The Japan International Cooperation Agency (JICA). ONZ szacuje, że jedynie 40 proc. osób otrzymało jakąkolwiek pomoc. Rząd Birmy rozdaje po kubku ryżu na rodzinę dziennie.
Newsletter
Sonda
Linki