Polska Akcja Humanitarna > Kampanie i akcje > Kampanie i akcje > Pomocne teksty
Gruzja po wojnie - fragmenty relacji Janiny Ochojskiej
piątek, 29 sierpnia 2008

"Po spotkaniu z Davitem Apisiuri lokalnym przedstawicielem Ministerstwa ds. Uchodźców w Kutaisi doszliśmy do wniosku, że naszą pomoc zawieziemy do Chiatury, która leży 10 km od granicy osetyjskiej i gdzie nie dotarła jeszcze żadna pomoc. (...)

Jedziemy do Chiatury. Tu spotykamy się z Mamuka Gogatishwili członkiem parlamentu oraz z lokalnymi władzami. W rejonie Chiatura jest 1136 uchodźców i pomoc tu nie dotarła, z uwagi na ciężką drogę (góry) i bliskość granicy z Osetią. Lokalna telewizja przeprowadza z nami wywiad. Dzisiaj nasz ładunek zostaje rozładowany w tutejszym magazynie Centrum pomocy uchodźcom i posortowany według potrzeb uchodźców z 12 wiosek i tych z Chiatura (…)

Jedziemy do Kachi, woski oddalonej o 10 km od Chiatury. Okolica jest górska, pniemy się wąską, stromą drogą. W Kachi i okolicach żyje 119 uchodźców (34 rodziny) z Kareli, Poti, Gori i okolic, Senaki i Chaszuri. Stoją przy budynku administracji, wiedzą, że mamy przyjechać. Tutaj nie dotarła jeszcze żadna pomoc. Wszyscy mieszkają u swoich rodzin i uważano, że ludzie sobie jakoś poradzą. Gruzin zawsze podzieli się i nie zostawi kogoś w potrzebie. Nikt nie chce wyjeżdżać. Zwłaszcza ci, którzy mieszkają w zachodniej Gruzji. (...)

Marehi Kipszidze uciekała z Poti. Nie chce wracać, bo w Nabada jeszcze są Rosjanie. Od tych, którzy zostali (najczęściej starzy ludzie, którzy już nie chcieli uciekać albo mężczyźni, którzy pilnują dobytku) wiedzą, że nadal jest niebezpiecznie. Zdarzają się napady, ludzie są zatrzymywani, niedawno kogoś zastrzelono. Marehi jest tu z dwójką dzieci (6 i 9 lat), nie chce ryzykować, mieszka u swoich rodziców i tu czuje się bezpiecznie, choć to tak blisko do granicy z Osetią. Gdy zaczęło się bombardowanie, wzięła trochę rzeczy dla dzieci, nawet nie zdążyła wziąć dokumentów i z mężem oraz rodziną męża wyjechali samochodem. W Poti pracowała w przedszkolu. Nie wie, kiedy wrócą. Nie wie czy dzieci tutaj zaczną chodzić do szkoły. Żyją z dnia na dzień. Rodzina męża, młode małżeństwo, mieszkają razem z nimi. Pobrali się dwa miesiące temu, Marika ma 15 lat, a jej mąż Nelia 24. Trzymają się cały czas za ręce. Chcieliby wrócić do Poti i zacząć normalne życie. Pytam Marikę, czy wróci jeszcze do szkoły, ale tutaj zamężna dziewczyna nie może już chodzić do szkoły. (…)

W Kachi rozdaliśmy dary dla rodzin. Wszystko odbyło się bardzo spokojnie. Dziękowali serdecznie i szczerze, matki podstawiały dzieci, żeby nas ucałowały. Po raz pierwszy ktoś im coś dał. Choć są u rodzin, to jednak w okolicy są bardzo biedni ludzie, to rejon rolniczy, ich rodzinom trudno utrzymać dodatkowe 4 do 6 osób.

Nasze dary zostały rozdane również w wioskach: Nigozeti, Ithvisi, Cyrkwali, Zodi, Kvacihe, Vacievi, Zarkweletuwali, Usahelo, Peretisa, Mandaeti, Gezruni, Sveri".


Newsletter
Chcesz otrzymywać informację o bieżących wydarzaniach i naszych planach? Skorzystaj z naszego newslettera.
Sonda
Czy podoba Ci się nowa butelka Cisowianki dla Sudanu?
Tak
Nie
Linki