Polska Akcja Humanitarna > Aktualności
Birma po cyklonie czeka na pomoc
piątek, 23 maja 2008
Birma po cyklonie czeka na pomoc

Blisko dwa miliony ludzi bez dachu nad głową, wody pitnej i żywności. Zatopione wioski i pola ryżowe, hektary lasów odartych z liści, ruiny domów, powalone linie energetyczne – to obraz Birmy, dwa tygodnie po przejściu cyklonu.

- Słyszałem, że Rangun był pięknym miastem, ale to co zobaczyłem było kompletną ruiną. Domy zostały zmiecione z powierzchni ziemi, a ich szczątki rozrzucone w promieniu kilku kilometrów – relacjonuje Prashant Karde dla agencji Reuters. Ten indyjski pilot wojskowy poleciał do Birmy, wioząc na pokładzie samolotu tony leków, namioty i prześcieradła.

Oficer armii z 66 dywizji lekkiej piechoty, który brał udział w niesieniu pomocy powiedział: " łącznie 143 wioski były pod wodą w okolicy Bogalay, większość ich mieszkańców poniosło śmierć. Niewiele osób ocalało, np.: w wiosce Khaing Shwe Wa na drodze do Kyun Thaya Dai Nel przed cyklonem mieszkało 400 ludzi, a pozostało tylko 4. Możne powiedzieć, że cała wioska zniknęła z powierzchni ziemi."

Nargis uderzył w wybrzeża Birmy z piątku na sobotę 2.05 – 3.05. Wiatr o sile 190 km/h i 3,5 metra fala morska doszczętnie zniszczyły najgęściej zaludnioną część kraju - pięciomilionowy Rangun i deltę Irrawaddy, gdzie w sumie mieszka 24 mln ludzi. Na mapach satelitarnych widać, że linia brzegowa praktycznie przestała istnieć. Zniszczone są też trzy stany w środkowej i południowej Birmie.

Na chwilę obecną trudno ocenić straty, ale wiadomo, że są ogromne. Wg. Reutersa po objeździe terenów delty przez dyplomatów, zorganizowanym przez juntę szacuje się, że zginęło lub zaginęło ponad 133 tys. osób, z których połowa to dzieci i osoby starsze. Wg. OCHA (Biuro Koordynacji Pomocy Humanitarnej) na dotkniętych katastrofą terenach 1,6 do 2,5 milionów ludzi czeka bez dachu nad głową na pomoc (wg. oficjalnych danych rządu birmańskiego rejon delty Irrawaddy przed katastrofą zamieszkiwało 6,3 mln ludzi). Po cyklonie, który nawiedził Birmę zniszczeniu uległy pola ryżowe w delcie rzeki Irrawaddy. Eksperci oceniają, że w wyniku tego Birma będzie musiała importować ryż, przez co najmniej 2-3 sezony produkcyjne.

Andrew Kirkwood, dyrektor Save the Children uważa, że liczba ofiar cyklonu znacznie się zwiększy, jeśli pomoc nie dotrze w najbliższym czasie. Potrzebne są leki, jedzenie i schronienia. Ludzie zbierają się w buddyjskich świątyniach albo siedzą po prostu pod gołym niebem. Maggie, pracownik British Council na Birmie, ewakuowana z Rangunu do Bangkoku relacjonuje: sytuacja w delcie Irrawaddi się pogarsza. Potrzebne są materiały budowlane: deski, gwoździe, dachówki. W Rangunie brakuje pomp wodnych i generatorów prądu.

Ludzie stają się coraz bardziej zdesperowani, ponieważ nie dociera do nich żadna pomoc. WFP rozdało pomoc dla ok. 100 tys. osób (750 ton ryżu, wysokoenergetyczne suchary oraz fasolę), ale nie ma pewności, czy pomoc dotarła do potrzebujących. Lekarze bez Granic dostarczyli bezpośrednio 275 ton pomocy, łącznie z plastikowymi płachtami i lekami, ale to bardzo mało w stosunku do potrzeb.

W tym tygodniu w pobliżu Kunyangon kolumna kobiet, dzieci i mężczyzn stała wzdłuż drogi w błocie i deszczu żebrząc o jedzenie i ubrania przejeżdżające drogą samochody.

Ludzi piją wodę zasolona przez falę powodziową, zatrutą przez pływające w niej ciała i padlinę. Brak wody pitnej oraz żywności i leków powoduje wzrost zachorowań i śmiertelność wśród dzieci i osób starszych. Na terenach dotkniętych przez cyklon zanotowano pierwsze przypadki zachorowań na cholerę.

Rzecznik OCHA, Elisabeth Byrs poinformowała, że 10 dni po przejściu cyklonu pomoc dotarła do ok. 270 tys. osób. Dostarczanie pomocy dodatkowo utrudnia brak dróg, ulewne deszcze, brak środków transportu i paliwa.

W delcie pojawiły się inicjatywy społeczności lokalnej, kierowane głównie przez mnichów, którzy cieszą się bardzo dużym poważaniem. Reuters podaje relację czcigodnego Nyanissara, który opowiada o dostarczeniu pomocy w postaci 100 ton ryżu i 3000 sztuk blachy na schronienia. Dziennik Irrawaddy podaje liczne informacje o lokalnych inicjatywach pomocy.

Rządząca w Birmie junta opóźnia dotarcie międzynarodowej pomocy. – Nigdy dotąd nie widziałem takiej sytuacji. Tydzień po katastrofie organizacje, które mogą pomóc poszkodowanym siedzą w innym kraju i szukają sposobu, jak wjechać na teren dotknięty katastrofą – komentuje dla BBC Greg Beck, dyrektor regionalny the International Rescue Committee. Wg. OCHA do 13 maja tylko 22 organizacje otrzymały zgodę na wjazd a większość czeka w Bangkoku na wizy.

Praktycznie wszyscy obcokrajowcy z organizacji humanitarnych, którym udało się do Birmy, mają zakaz opuszczania Rangunu, a na drogach wylotowych czekają na nich punkty kontrolne, stworzone przez armię. Część z nielicznych organizacji, które mają prawo działać w Birmie, nie ma w ogóle prawa dostarczać pomocy na tereny delty Irrawaddi. Na rogatkach Rangoon ustawiono check-pointy, które kontrolują ruch obcokrajowców. Dla porównania na Sri Lance, gdzie rozmiar katastrofy był o wiele mniejszy działało ponad 300 organizacji międzynarodowych i zagranicznych.

Najbardziej poszkodowanym rejonem, gdzie pomocy dotarło najmniej jest rejon Laputta gdzie wg. birmańskiego lekarza Aye Kyu 80 tys. osób jest całkowicie pozbawionych pomocy.

Newsletter
Chcesz otrzymywać informację o bieżących wydarzaniach i naszych planach? Skorzystaj z naszego newslettera.
Sonda
Czy podoba Ci się nowa strona PAH?
Tak
Nie
Linki